WEGE w pracy: Weronika

_DSC0138Weronika: wegetarianka od dwóch lat, obecnie koordynatorka programu „Dilettante” – laboratorium animacji teatralnej w Małopolskim Instytucie Kultury, pomysłodawczyni kilku inicjatyw kulturalnych, niespokojny duch.

Umawiamy się w ogrodzie na tyłach Małopolskiego Instytutu Kultury. Na ulicach gwar, a tu cisza i spokój. Taki tajemniczy ogród w samym sercu miasta.

MOTYWACJA

Szko?a Pedagogów Teatru, Instytu Teatralny, fot. Marta Ankiersztejn-66W MIKu Weronika otrzymuje ksywkę „Dodo”. „Wiesz to od tych wymarłych ptaków, które podobno jadały kamienie. Ktoś kiedyś żartując stwierdził, że z tym całym moim wegetarianizmem mogłabym podobnie jak dodo jeść kamienie”. Kamienie i wegetarianizm? Takich przepisów jeszcze nie testowałyśmy.

A jak to się stało, że Weronika została wegetarianką? To nie ideologia skłoniła ją do bycia wege tylko znajomi wegetarianie i paradoksalnie jej szybki tryb życia, w którym nie było czasu na zdrowe odżywianie. „Patrząc na moich znajomych, którzy są wegetarianami stwierdziłam, że wegetarianizm jest czymś, co cię w pewien sposób ogranicza, ale też mobilizuje, żeby dobrze się odżywiać. Na początku trzeba się bardziej namachać przygotowując posiłki, co jest mocno determinujące i sprawia, że człowiekowi się bardziej chce”. Jej rodzina przyzwyczaiła się do tego, że nie je mięsa. Mama, która czasami przekaże jej jakieś zapasy w słoikach, odkryła dla siebie w wegetarianizmie kulinarną niszę i po prostu dla niej oszalała. A gdy czasami z nudów przy rodzinnym stole, ktoś zapyta Weronikę dlaczego nie je mięsa, ona odwraca kota do góry ogonem i pyta: „A dlaczego ty jesz?”

WEGE W PRACY

Dilettante - laboratorium animacji teatralnej, Lato w teatrze, fot. Piotrek Kowalik (82)Zastanawiałam się jak Weronika odnajduje się z dietą wegetariańską w swoim zabieganym życiu. Ciągłe wyjazdy, projekty w różnych stronach Polski. „Mało gotuję sama. Nie mam na to zbyt wiele czasu, choć bardzo to lubię. Raczej wyszukuję sobie miejsca, gdzie mogę wyskoczyć i zjeść coś wegetariańskiego”. A gdy już jest w podróży, trafiają się jej miłe niespodzianki. Jak w tamtym roku na Podlasiu podczas festiwalu Wertep„Na koniec festiwalu kapela Hałasów organizuje potańcówkę wiejską. Oni grają, my próbujemy swoich sił w tańcach wspólnotowych. Później koło gospodyń wiejskich zaprasza nas na biesiadowanie. I tam te wszystkie babcie, o których myślisz, że zaraz ci powiedzą -Boże dziecko jak to? To ty nie jesz mięsa?!- Te babcie nakryły do stołu i zaserwowały przepyszne jedzenie dla wszystkich, i dla mięsożerców, i dla wegetarian….Zrobiły nawet smalec wegetariański! Te smaki pamiętam do dziś”.

MYŚLENIE WSIĄ

perfMoja rozmówczyni uwielbia działanie, angażuje się w wiele projektów związanych z promowaniem aktywnego wypoczynku w połączeniu z kulturą. Czy to za pomocą programu animacji teatralnej Dilettante czy nowej ciekawej inicjatywy kryjącej się pod nazwą „Performeria wiejska„. Skąd wziął się pomysł na inicjatywę wychodząca poza miasto? Tu musimy wrócić do ptaka dodo. „To co robię z dzieciakami na wsiach, ktoś uznał za działania, które już dawno wyginęły tak jak dodo. Teraz myśli się miastem”. Weronika natomiast chciałaby wspólnie ze znajomymi przy pomocy performeri „pościągać ludzi, którzy mogliby pokazać, że dzięki sztuce można budować dialog między mieszkańcami wsi, zainspirować ich do działania, tworzenia kolektywów. Performeria ma być miejscem, które wspiera i daje narzędzia do działania”.

WARZYWNI ULUBIEŃCY

_DSC0313Pewnie z zachwytu polską wsią wynika fakt, iż Weronika jako ulubione warzywo wskazuje naszego rodzimego czerwonego buraka. „Ostatnio szaleję na punkcie sałatki z grilowanymi burakami i kozim serem. To jest po prostu niebo w gębie”.

Z zamiłowania do podróży wynika pewnie inne, tym razem owocowe, zamiłowanie do czarnych oliwek. „W nich zakochałam się będąc z siostrą na dwutygodniowym tripie w Portugalii. Portugalczycy jedzą zupełnie inne oliwki. Czarne oliwki, które mamy w Polsce to są oliwki czernione czyli po prostu niedojrzałe oliwki zielone, które ulegają procesom oksydacji, przyciemniania. Dlatego są dla nas smaczne, bo są łagodniejsze w smaku. Prawdziwe czarne, dojrzałe oliwki są to oliwki gorzkie. Ciężko je drylować. Pestka przylega do owocu. Pamiętam jak lubiłam z siostrą siąść sobie wieczorem i zajadać się oliwkami popijając je wytrawnym czerwonym winem. Ten gorzki smak w połączeniu z winem jest bardzo interesujący”.

_DSC0320Przepis na sałatkę z grillowanych buraków już przetestowałyśmy w naszej Baniowej kuchni. Niedługo pojawi się on również na blogu. Gotujcie więc z nami.

A w poszukiwaniu prawdziwych oliwek udamy się niedługo na kleparski targ. Może tam coś znajdziemy.

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *