Dzika kuchnia to jest to!

3Od czasu gdy zajęłyśmy się uprawą własnego ogródka, zaczęły nas fascynować rośliny małe i duże, te kupowane na targach i te rosnące na polach. Ale do tych z pól i lasów trzeba trochę więcej wiedzy, wiedzy z górnej etnobotanicznej półki. Stąd książka Łukasza Łuczaja „Dzika kuchnia” otrzymana w prezencie stoi na naszej półce inspiracji kuchennych, i stąd też udział w warsztatach etnobotanicznych organizowanych przez Stowarzyszenie To.pole w Beskidzie Makowskim.

Dzika kuchnia to jest to!

mleczJako małe dziecko nie znosiłam wyjazdów do lasu na borówki. Ta mozolna praca, żeby uzbierać niewielki kubeczek. Zbieranie grzybów też nie było moją pasją. Skąd wiadomo pod którym drzewem się chowają? I czy przypadkiem nie są trujące? Jednak od roku z przyjemnością jeździmy do lasu, na łąki i zbieramy co się da, i oczywiście to co znamy. Tak powstał „miód z mleczy” czyli syrop z mniszka lekarskiego czy sok z kwiatów czarnego bzu. Idealne złapanie lata w butelkę. Ale cóż raz połknięty bakcyl zbieractwa roślin w terenie jest nie do poskromienia. I nie tylko my czujemy pociąg to tego typu rozrywek.

Więciórkowe przysmaki

9Stowarzyszenie To.pole wraz z Anią z jalla!Odzyskaj ciało przygotowało w połowie czerwca pierwsze warsztaty etnobotaniczne w terenie. Około 20 osób z całej Polski chodziło po beskidzkich łąkach, zbierało, notowało i uważnie przypatrywało się przyrodzie. Warsztaty były prowadzone przez Karola Szurdaka, dla którego ogromną inspiracją jest właśnie Łukasz Łuczaj i jego wspomniana dzika kuchnia. Czego tam nie próbowaliśmy? Od polskiego oregano czyli bluszczyku kurdybanka, po słodką, ogórkową w smaku pałkę wodną czy niezwykle ostry tobołek pospolity. Poznaliśmy rośliny moczopędne, przeciwbiegunkowe, obniżające gorączkę ale też i te ponoć przywracające utracone dziewictwo. Nasz ulubiony czarny bez to podobno jeden z ważniejszych krzewów kultury ludowej Słowian. Rósł przed każdym domem, a jego uschnięcie nie wróżyło nic dobrego.

Czy chodząc po lesie chcesz czuć się pewnie jak u siebie w domu?

6Poranne zajęcia w przyrodzie prowadziła Ania z jalla!Odzyskaj ciało. Z zamkniętymi oczami wchodzimy w las i stawiamy czułość na przyrodę. Na jej zapach, smak i dotyk. Odkrywamy sekrety, które do tej pory otwartym oczom gdzieś umykały. Tak powoli oswajamy przestrzeń, która przez następne dwa dni staje się naszym polem doświadczeń i zdobywania wiedzy. Więciórkowe lasy okazały się pełne bogactw dla takich zapaleńców jak my.

Oswojeni z przyrodą ruszamy w teren

16Karol, etnobotanik, znał odpowiedzi na chyba wszystkie nasze pytania dotyczące ziół i roślin spotkanych przy drodze. Wszystko skrzętnie notowaliśmy, żeby na przyszłość nie zgubić się w gąszczu nazw i podobieństw. Ja na dzień dzisiejszy na pewno zapamiętam jak wygląda krwawnik pospolity, dziurawiec, podbiał, tobołek pospolity czy bluszczyk kurdybanek. Reszta na kolejnych warsztatach.

Najlepsze jedzenie świata

5Na więciórkowym piecu powstawało najpyszniejsze jedzenie świata. I to nie ze względu na fakt, że po kilkugodzinnych wędrówkach wracaliśmy na obiady dość wygłodzeni. Rzucaliśmy się w Więciórca na jedzenie, bo było po prostu pyszne. Wspólnie przygotowaliśmy pesto z pokrzyw, ziemniaczki z krwawnikiem i bluszczykiem kurdybankiem czy gołąbki z liści podbiału. Cóż jeśli nie dla wiedzy to nawet dla samej więciórkowej kuchni warto choć raz wyruszyć w podróż, by odkryć nowe, dzikie smaki. Polecamy. Kolejne już 22-24.08.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *